25.11.2013

Rób to, co lubisz.


3 lata temu zaczynałam studia, te tak zwane "przyszłościowe", bo techniczne. Pierwszy rok był sprawdzeniem własnych możliwości, musiałam zdać parę trudnych egzaminów. Dużo mi to dało, bo wiem, że ciężką pracą można osiągnąć upragniony efekt i rzeczy niemożliwych jest nagle mniej. Nawet całki i różniczkowanie staje się w końcu proste. Po roku zaczęłam wątpić, że te "przyszłościowe" studia są moją przyszłością.
>>Czytaj więcej

Nie bardzo interesowali mnie ludzie na studiach, dogadywałam się tylko z tymi, którzy podobnie jak ja mieli wątpliwości. Mam dobrą intuicję do ludzi, ciągnie mnie do tych, którzy żyją po swojemu i robią to co lubią. Bez nich nie byłbym tak pewna tego co robię teraz. Większość osób z jakimi się spotykałam pracowała w tym co lubi, często w branży kreatywnej, najczęściej profesjonaliści bez dyplomu, ale za to z sukcesami. Nieśmiało zaczęłam pokazywać im swoje prace, posypały się rady bym zaczęła to rozwijać i na tym zarabiać, bo to co lubię, robię dobrze.

Poświęcałam jeszcze więcej czasu grafice i rysunkowi. Uczyłam się kolejnych programów i czytałam na temat zasad projektowania i historii designu. Jeszcze bardziej zaczęłam śledzić branżę. Cały czas się uczę. Nie muszę się do tego zmuszać, bo to mnie kręci. Po pół roku intensywnej pracy nad niezbędnym warsztatem dostałam pierwsze większe zlecenie i poczułam, że jest to co chcę robić, ponieważ przychodzi mi to z łatwością.

Dziwię się tym wszystkim koleżankom, które nie potrafią wywrzeć wpływu nawet na psie, a idą na resocjalizację, dziwię się wszystkim tym co studiują, to czym gardzą, dziwię się wszystkim tym, którzy nie wykorzystają swoich talentów i umiejętności w pracy, bo źle wybrali studia. To przepis na bycie przeciętniakiem.

Pewnie lepiej byłoby, gdyby o tym pisała osoba, która już cholernie dużo osiągnęła w tym co robi. Czasem mam problemy z zapłaceniem czynszu, ale żadne początki nie są łatwe. W tym wszystkim jednak najtrudniejsze było podjąć decyzje, by zacząć to robić. 3 lata studiowania zmarnowane? Czym są 3 lata w porównaniu do całej reszty życia, która przed mną? Lepiej marnować talent i swoje umiejętności?
To jest mój przepis na bycie zwycięzcą. 

26 komentarzy:

  1. zgadzam się w stu procentach! :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję odwagi :). Zaczynałam rok wcześniej niż Ty studia techniczne. Było ciężko, szczególnie gdy dopadał leń, a takie kierunki wymagają naprawdę dużo pracy. Po drodze dziekanka,jednak za 2 miesiące mam nadzieję wreszcie zdobyć upragniony tytuł inżyniera. Lubię swoje studia, choć są też - jak wszędzie - rzeczy, które irytują, są trudne do przejścia lub wydają się niepotrzebne, Nawet gdyby było ciężko, myślę, że nie zdecydowałabym się na zmianę czy, tym bardziej, rezygnację po 3 latach, ponieważ zwyczajnie szkoda by mi było zaprzepaścić lata pracy. Jeśli jednak mamy w sobie prawdziwą pasję, warto zrobić wszystko by ją rozwijać. Powodzenia w podążaniu własną drogą! :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładnie tak jak mówisz :) Ja chciałam iść na wzornictwo by później iść na kierunek marzeń - projektowanie mebli, ale wymagany rysunek mnie powstrzymał a mogłam to doszlifować na czas. Ale zawsze mamy czas by spróbować jeszcze raz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Podziwiam takie osoby jak Ty. Ja wciąż szukam tego, co by mnie pochłonęło i zajęcia, które przychodziłoby mi z łatwością. Ku trwodze rodziny nie poszłam na studia magisterskie z pierwszego kierunku, jaki zaczęłam, bo czułam, że to nie dla mnie. Masz rację, studiowanie na siłę to świetny przepis na bycie przeciętniakiem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. racja!:) studia to jedna z wielu rzeczy, które robię, mam nadzieje, że dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudownie! Właśnie takie podejście lubię! Studiuję coś, co sprawia mi OGROMNĄ przyjemność, ale dobrze pamiętam reakcję taty, jak powiedziałam mu co wybrałam. Oczywiście usłyszałam " studia HUMANISTYCZNE? DZIENNIKARSTWO? ;oo idź lepiej na politechnikę, jak Twoja siostra". Jak wyszło? Ja studiuję, spełniam się, kocham to robić i jestem mega szczęśliwa. A moja siostra ( dawno skończyła studia) dopiero na podyplomówkach znalazła swój tor.
    Dlatego jestem z Ciebie dumna i trzymam kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Łatwo osądzacie: "dziwię się wszystkim tym co studiują, to czym gardzą, dziwię się wszystkim tym, którzy nie wykorzystają swoich talentów i umiejętności w pracy, bo źle wybrali studia". Sama miałam okazję studiować to na co miałam ochotę ale zbyt wielu mam znajomych którym życie ostro zweryfikowało marzenia. Takich, którzy zainwestowali w swój talent ale nie mieli wystarczającego szczęścia/przebicia się żeby zaistnieć w wymarzonym zawodzie. Światełko w tych ludziach jeszcze się tli ale coraz częściej słyszę od nich że wyidealizowana pogoń za marzeniami nie zawsze jest najlepszym pomysłem na życie. Zawiało pesymizmem wiem ale chyba po prostu nie zawsze układa się w życiu jak się chce, zbyt wiele zależy od czynników zewnętrznych na które nie mamy żadnego wpływu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podjęcie próby realizacji jakiegoś celu wyzwala, lepiej mi z taką świadomością, że próbowałam, nawet jak nie wyjdzie.

      Usuń
    2. Nie chcę nikogo obrażać ale 90% takich sukcesów zależy od człowieka który chce go osiągnąć. Ciężka, ale naprawde ciężka praca nie tylko nad tym co robisz ale na budowaniu sieci kontaktów. Tyle to kosztuje. Czasem kosztuje to zemłanie słów prawdy wobec kogoś kto coś nam może pomóc uzyskać. To często chodzenie na pewne kompromisy by trwać w realizacji zdobywać kolejne doświadczenie. Znam też ludzi, którzy najpierw przeniesli się na drogę swoich marzeń ale po dwóch latach kiedy wciąż ich nikt nie odkrył zaczynają wąstpić czy ma to sens. Dwa lata. To tylko dwa cholerne lata. Ale oni już stwierdzają, że nie ma sensu bo praktycznie nie zarabiają i nikt ich nie odkrył i nie wręczył conajmniej nobla. Nikt nie mówił, że ścieżka realizacji marzeń będzie prosta. Nikt nie mówił, że uda się ją osiągnąć każdego dnia. A już na pewno nikt kto rezygnuje po którym (dla mnie 2-5 lat to krótko) czasie tych marzeń nie sięga. Realizacja siebie w tym co się kocha to wieloletnia ciężka harówka. Po to by raz na jakiś czas trafiać jedną mega motywującą rzecz która daje pałer na kolejne lata. Tak to wygląda. Tak na serio, serio. Bez kucyków pony, tęczy i innych. Dla tych którzy muszą dopomóc swojemu szcześciu.
      Żeby isc ta droga trzeba miec chlernie duzo sily, samozaparcia, wytrwałości oraz przede wszystkim mega twadry tyłek na kolejne kopy od zycia.

      Usuń
  8. Ja miałam szczęście studiować kierunki związane z moimi pasjami i tym, czym teraz zajmuję się zawodowo. Jednak widzę inny problem - wiedza i zwłaszcza umiejętności zdobyte podczas studiów to kropla w morzu tego, co można nauczyć się wykonując już konkretną pracę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wdałam się ostatnio w dyskusję ze znajomymi (z którymi połączyły mnie pewne szkolenia) na temat wyboru kierunku studiów. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że po szkołach średnich nie mieli pojęcia, co chcą robić. U mnie problem był podobny. Stąd może te nie do końca trafne wybory na początku, a potem już się jakoś tak "zostaje"? Po pół roku rzuciłam pierwsze studia i trochę z niewiarą w siebie poszłam na kierunek, który okazał się dla mnie bardzo interesujący, choć mało "konkretny", jak ktoś by mógł stwierdzić. Większość z opisanej grupki jednak została przy swoim pierwszym strzale i ukończyła swoje kierunki od samego początku nie wierząc w ich przydatność. Tylko jeden kolega postanowił realizować swoje marzenia i po ukończeniu ekonomii poszedł na studia związane z tym, co kocha, czyli z muzyką. Wnioski są chyba jasne. Z perspektywy dnia dzisiejszego wybór kierunku (a nawet dwóch) studiów byłby dla mnie jasny. Zainteresowania te przełożę jednak na realizację i rozwój we własnym zakresie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Studiowanie zmarnowane? A dlaczego?
    Zawsze to kontakty, przyjaźnie, jakaś wiedza... i krok bliżej, by spełnić marzenia.
    Choćby o innym zawodzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale studia techniczne kończysz?
    Ja podziwiam ludzi, którzy razem ze mną studiują pedagogikę wczesnoszkolną i przedszkolną, a na ustach wypisane mają 24/dobę "JAK JA NIENAWIDZĘ DZIECI!!!" :|

    OdpowiedzUsuń
  12. Brawo. Gratulacje za odwagę i podjęcie ryzyka, fakt studiować żeby studiować to sens w tym niewielki. Czasami z nudy, lenistwa lub z braku we własne siły idziemy na łatwiznę. Wybieramy kierunek bo idzie koleżanka, bo jest łatwy i tak dalej. Niestety nie każdy ma tyle siły by zaryzykować i podążać za marzeniami.

    OdpowiedzUsuń
  13. Żyję tym samym, przybij pionę :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Dokładnie! :) Moim małym problemem w doborze studiów jest to, że mój kierunek łączy w sobie 2 rzeczy z których jedną kocham a drugą powiedzmy średnio lubię. Z tym, że ta druga odejdzie po pierwszym roku :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wiem o czym mówisz, lata temu zaczęłam filologię japońską, właściwie nie wiem dlaczego. Zawsze miałam łatwość do języków, rodzina doradzała, że to dobry wybór. Ale mnie od zawsze pasjonował człowiek i sztuka. Studiowałam rok, słysząc dookoła ochy i achy, to kierunek, który robi wrażenie. Ale mordowałam się jak nie wiem. Oczekiwałam dużej sali wykładowej, pasjonujących zajęć i inspirujących profesorów, zamiast tego dostałam wyścig szczurów, klasy 20osobowe i wykładowców, którzy oceniali poziom wykucia materiału. Czułam, że się nie rozwijam. Chciałam być pytana o to, co sądzę na dany temat, a nie odpamiętywać treść książki. Na tym polega nauka języka, ok. Ale ja chciałam studiów rozwojowych a nie kursu językowego, choć na bardzo wysokim poziomie, to muszę przyznać. Pożegnałam się z japonistyką po roku, język ze mną pozostał choć już nie tak intensywnie, szkoda było mi zaprzepaścić taką wiedzę. Po roku przerwy, kiedy pracowałam i poznałam masę fascynujących ludzi, trafiłam na studia, które spełniły moje oczekiwania. Na pewno wiąże się to z mniejszymi pieniędzmi, niż po tamtym kierunku, ale lata studiów były dla mnie niesamowitą przyjemnością i odnalazłam swoją drogę zawodową. Uczucia spełnienia nic nie zastąpi.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja też rzuciłam studia po 3 latach, bo doszłam do wniosku, że totalnie nie jara mnie filologia angielska i wybór tego kierunku był pójściem na łatwiznę, w dodatku podyktowany chęcią zadowolenia wszystkich dookoła poza samą sobą. Odnalazłam się w zupełnie innej dziedzinie, gdzie świetnie radziłam sobie bez kierunkowego wykształcenia, ale po 3 latach stwierdziłam, że... to nadal nie to, co naprawdę lubię. Postanowiłam więc znów zmienić kierunek o 180 stopni. Wiele osób każe mi się puknąć w głowę, ale mam to gdzieś. Chcę w życiu zajmować się tym, czym naprawę mam ochotę, na tym polu się rozwijać, w to inwestować i czuć się z tym w 100% dobrze. W ogóle mi nie szkoda tych 6 lat chodzenia po omacku. T

    OdpowiedzUsuń
  17. Też przestudiowałam 3 lata na technicznym kierunku, na PWR. W końcu nie wytrzymałam i jednym dniu zaniosłam rezygnacje i odetchnęłam z ulgą. Rodzina nie może się z tym pogodzić do dziś, mimo, że minął już rok i cały czas mi to wypominają. Ale czy całe życie mam żyć i robić to co oni chcą? Łatwo nie jest, bo z pracą ciężko. Zwłaszcza w tym co ja kocham robić czyli piec, bo nigdzie nie chcą "cukiernika" bez papierka i bez zawodówki. Ale nie poddaje się! Szukam i wierzę, że się uda!
    Powodzenia w tym co robisz!!!
    Magda z http://magdzikowewypieki.blogspot.com/
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzice mają dobre intencje, ale wybierają dla nas opcje sprawdzone i bezpieczne, też się wobec tego buntuje. Trzymam kciuki za Twoje wypieki!

      Usuń
  18. W październiku zaczęłam studia. Tak się złożyło, że filozofię. W grudniu toczyłam walkę z najbliższymi, bo nikt nie rozumiał, że jednak to nie jest TO. Nie poddałam się. Obecnie nie studiuję. Siedzę w domu, czytam, czytać uwielbiam. Szlifuję styl, pisząc bloga, który jest w chwili obecnej wysoko na liście moich priorytetów. Jestem cholernie szczęśliwa.
    A studia? Owszem, planuję. Ale bez nich, teraz, też jest mi dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  19. Dobrze wiedzieć,że ktoś przeżywał podobną historię co ja teraz i dał radę :)

    OdpowiedzUsuń