15.12.2013

Mój luksus


W telewizji trafiam na reality show o życiu bogatych kobiet z Miami, których zapamiętanie imion i twarzy jest stratą czasu, bo wyglądają tak samo. Mają duże biusty i próbujące im dorównać wielkością usta, mówią te same bzdury i są równie ograniczone światopoglądowo. Różnią się tylko kolorem włosów, ale i tak, ta cecha przepada, bo we wszystkich widzę tę samą stereotypową głupią blondynkę. Podobno wiodą luksusowe życie, a luksus ten zawiera się w wielkich domach, dużych garderobach, lodówkach, które same robią lód, jedzą w drogich restauracjach i piją w najdroższych klubach. Oglądam to jedząc kanapkę z pasztetem za 2,39zł i tak myślę sobie, że wiodę zajebiste życie, często równie luksusowe, choć nie jeżdżę Range Roverem.
>>Czytaj więcej

W naszej kulturze nieodłącznym i koniecznym warunkiem do uznania czegokolwiek za sukces/luksus jest przełożenie tego na kasę. Jeśli mówimy "Kobieta sukcesu" to wyobrażamy sobie kobietę, która osiągnęła sukces zawodowy, a nie szczęśliwą matkę słodkiej gromadki, żyjącą na wsi i spełniającą się jako gospodyni domowa. Grzechem jest przyznać się, że jest się szczęśliwym zarabiając średnią krajową i nie mieć parcia na "życie na szczycie", bo przecież trzeba mieć wyższe aspiracje, a kto ich nie ma jest nieambitnym leniem, więc wypada ponarzekać...

Nie dam sobie wmówić, że szczęście, sukces, poczucie luksusu są uzależnione od hajsu. Nigdy wcześniej w historii, człowiek nie żył w takim dobrobycie jak dziś. Nie mam powodów by narzekać. Nasze podstawowe potrzeby są zaspokojone, wszystkie inne zachcianki to luksus. Moje luksusowe życie sponsoruję sobie sama, uprawiam trudną dyscyplinę zwaną frilanserstwem. Choć to coś poniżej średniej krajowej, na tę chwilę wystarcza by być szczęśliwą. Luksusem nazywam to co daje mi czystą i szczerą przyjemność. Luksusem jest to, że stać mnie by chodzić na dobre filmy do kina dwa razy w tygodniu. Kupować książki i płyty. Ubrać się jak dama. Wypić idealne espresso. Mieć zupełnie za darmo kilka tysięcy hektarów zielonej ciszy. Posłuchać dobrze zagranego jazzu na żywo z butelką piwa z małego browaru w ręku. Zjeść pyszny makaron z sosem z borowików za 10zł. Kupić droższą herbatę, tylko dlatego, że jest w ładnym pudełku. Luksusem jest mieszkać obok lasu i przynosić z niego jagody i jeżyny do ciasta. Wyjechać wiosną w góry. Kupić sobie kwiaty. I wiele innych drobiazgów, dzięki którym czuję się 3cm nad ziemią, czuje się bogatsza, a bez których można by było się przecież obyć. Gdybym nie umiała się tym wszystkim cieszyć i doceniać tego, to w przyszłości nie umiałabym się cieszyć "większymi" zachciankami i kosztowniejszymi doświadczeniami. 

A na zdjęciu wystąpił dla państwa Szczawnik Zajęczy z mojego lasu.

18 komentarzy:

  1. A może luksusem jest robienie tego czego się lubi, bez względu na kasę jaką z tego mamy? Jeśli nam to starcza na podstawowe potrzeby oczywiście...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Tobą w 100%. Każdy powinien mięć swój własny "luksus". Od razu widać, że jesteś szczęśliwa.Serdecznie pozdrawiam.
    http://balakier-style.pl/

    OdpowiedzUsuń
  3. cieszenie się drobiazgami to bardzo dobre podejście do życia :) zamiast porównywać się do niewiadomo kogo, dobrze doceniać to co mamy, bo jeśli bliżej się temu przyjrzymy, okazuje się, że to wcale nie jest tak mało.

    OdpowiedzUsuń
  4. zgadzam się! powszechnie wiadomo, że radość sprawiają drobne rzeczy i momenty

    szkoda, że nie pokażą depresji pań z Miami - za dużo kasy rozwala życie, bo spodziewanego szczęścia kupić się i tak nie da

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie się zdaje, że my wszyscy coraz bardziej odchodzimy od postrzegania luksusu przez pryzmat ilości zer na koncie - to już nie pokolenie naszych rodziców, żeby gnić w korpo po 12 godzin dziennie i próbować dorobić się milionów. Zamiast pochwalić się zakupem nowego super samochodu raczej wolelibyśmy pochwalić się, że przejechaliśmy tym samochodem w 10 dni przez 6 stolic europejskich, poznając po drodze wspaniałych ludzi, jedząc ciekawe jedzenie i obserwując cudowne widoki, które można będzie potem wrzucić na Instagrama.
    W gruncie rzeczy dziś w tej pogoni za sukcesem samo poczucie szczęścia jest już luksusem. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. jak dla mnie to każdy ma swój luksus... i nieważne czy jest to las i jeżyny, czy suma zer na koncie i super samochód. Bo w tym wszystkim nie chodzi o samo posiadanie, tylko o szczęście, które nam ono daje. I bardzo się cieszę, że znalazłaś ten swój luksus, jesteś szczęśliwa i spełniasz się w ten sposób i Ci tego gratuluję z całego serca:) ale tak samo mocno pogratuluję temu, kto czuje się szczęśliwy z posiadaniem miliardów, wielkim domem i jachtem - jeśli tylko sam do tego doszedł i nie zatracił się w żądzy pieniądza, jeśli pozostał sobą!
    I bądź szczęśliwa, tak jak jesteś w swoim luksusie, niech ten ktoś będzie sobie szczęśliwy w swoim jachcie na środku Atlantyku, a ja - mam nadzieję - za parę lat będę sobie szczęśliwą matką i żoną, ale też właścicielką najcudowniejszego, najlepszego na świecie pubu !!

    OdpowiedzUsuń
  7. Konsumpcjonizm niszczy nasze życie. Zauważył ktoś, że dziś już od nastoletnich lat ogląda się tylko seriale z bohaterami prosto z Los Angeles, dziewczęta chcą być nadziane jak Blair ( Gossip Girl - sama oglądałam! ale nie zwariowałam), a chłopcy już w wieku 8 lat mają "jabłkową kolekcję".
    Cóż, dla mnie to również nie jest normalne. I mimo to, że Twoja pensja jest niższa niż średnia krajowa prowadzisz mega luksusowe życie! :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. niebawem zjesz luksusową kolację w Kurniku ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bo to takie proste: usłyszeć luksus i myśleć D&G.
    I mimo, że wiesz, że to nie o to chodzi, to dajesz sobie to wmówić.
    A luksus to chwila, trochę jak w tej reklamie Delicji ze Stenką w roli głównej. Mniej-więcej taki stan błogości, rarytas.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dajemy sobie wmówić, że luksus do D&G albo coś w tym stylu.
    A luksus to takie błogostan bardziej, ale cóż lepiej marzyć o tym, czego się nie ma ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy chyba często problem z zdefiniowaniem, określaniem naszych prawdziwych marzeń i potrzeb.

      Usuń
  11. Super! Bardzo dobitnie i trafnie to ujęłaś. Moim luksusem jest dziś rum z limonką i domowe karaoke na scenie z palet :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Polecam książkę "Pocieszenie", przepięknie napisana proza i właśnie o 'prostym' szczęściu :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bo Ty na prawde zyjesz w luksusie.
    Moze warto zauwazyc, ze z perspektywy innego czlowieka (np. mojej) na prawde zyjesz w luksusie. Przynajmniej to co opisalas jako skladowe Twojego zycia, w mojej sytuacji luksusem sa...
    Dlaczego punktem odniesienia sa ci z Miami? Dlaczego dalas sobie wmowic, ze w takim zyciu masz szukac odniesienia?
    I widze w komentarzach ze mam do czynienia z ludzmi zyjacymi w podobnej szklanej wiezy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do kogo bym nie porównała można mi zarzuć że "dałam sobie wmówić, że w takim życiu mam szukać odniesienia".
      Czy porównałabym się do ascetycznych mędrców z tybetu czy do bogatych głupich blondynek.

      Nie mam ochoty mieć wyrzutów sumienia z powodu, że na coś na co mnie stać, bo na to pracuję czy też potrafię się z tego cieszyć, nie stać Ciebie. Zrób coś, zmień. Często mówimy, że coś chcemy albo o czymś marzymy ale nic nie robimy by to osiągnąć.

      Usuń
  14. Cudownie, że są jeszcze na świecie ludzie umiejący docenić piękno czające się w na pozór szarej codzienności.

    OdpowiedzUsuń