05.09.2014

Żre mnie natura


Dzwonie płacząc, relacja mojego stanu wymaga logicznego myślenia. Nie da się logicznie myśleć, już wiem skąd biorą się te wszystkie idiotki. Wzrusza mnie wszystko: los sprzedawcy samobieżnych myszy na wrocławskim rynku, los przecenionej sałaty w Tesco. Być rozsądną kobietą to jest rzecz szalenie trudna.
>>Czytaj więcej



Znajome rówieśniczki albo zaliczają spektakularne wpadki, które przeczą wiarygodności wskaźników Pearla i skuteczności całej antykoncepcji, albo chęci macierzyństwa się wypierają. Tabu. 
Nie dziwi mnie to. Natura wyciąga ciężkie działa. Na hormony nie ma rozsądnej siły, gdy się upomną. Nagle większość kobiet po 25 roku życia za najważniejszy cel stawia sobie macierzyństwo. Można się poddać, albo szaleć. Szaleć co miesiąc i strać się nie płakać i nie czuć, że wszystko co dotychczas się zrobiło jest bezsensem, kacem po beztroskiej młodości. 

I całe to wyznanie czynię z pewnym zażenowaniem, bo jest niełatwo przyznać się i zrozumieć kobiecie, jak duży wpływ na samopoczucie i wybory ma jej biologia, ale im wcześniej tym lepiej. Moje dziecko nie może być tylko zachcianką biologii. Inaczej to sobie wymyśliłam, trudno, zanim zostanę matką, będę wariatką.

A panom współczuje. Za nich dziś wieczorem wzniosę toast, bo żaden mój, na ich szczęście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz