20.02.2014

Szanuj wariatów


Sobota po imprezie to nie jest idealna pora na wizytę niespodziewanego gościa. Miałam nadzieję, że to jehowy lub akwizytor. Owszem to był akwizytor, ale mój znajomy. Musiałam go wpuścić, bo zaproponował, że wypije kawę w moim mieszkaniu. Okazało się, że to przyszły Wilk z Wall Street, więc słuchałam o wielkich pieniądzach, które są kwestą czasu. W bogatych planach brakowało tylko koksu, ale on zawsze wolał trawkę. Słuchając go patrzyłam na Ewę Gazówkę, udawałam, że mój grymas spowodowany jest wypiciem dużej ilości alkoholu dnia poprzedzającego wizytę. Byłam tak bierna i bezradna, że pozwoliłam mu zapalić papierosa i wysłuchać tego, że to co robię to gówno. Ulgę po wizycie zaraz za zamknięciem za nim drzwi, przyniosła "kurwa" rzucona w przestrzeń wreszcie pustego mieszkania.

>>Czytaj więcej