26.08.2015

Przesieka


Przesiekę odwiedzam od lat, zawsze ten sam pensjonat. Bez wygód, można spóźnić się na ciepłą wodę, zaspać na autobus do miasta i czekać na kolejny 4 godziny albo zwyczajnie, bez narzekania na komunikację, przejść się te parę kilometrów. Wszystko jest tu bardziej oczywiste. Przez małe okienko na poddaszu rozciąga się widok na Śnieżkę i Karkonosze, a z tarasu przy dobrej widoczności widzę swoje życie, które porzuciłam na te kilka dni. 
>>Czytaj więcej

Zaledwie chwila w górskiej wsi, a ja nabawiłam się zrozumienia dla oświeconych, którzy po powrocie dalekich z podróży poddają radykalnej reformie swoje dotychczasowe życie i sprzedają lodówki. Nie zdążyło mi tak radykalnie odbić od górskiego powietrza, ale zauważyłam, że często poczucie (nie)szczęścia zależy od  fatalnej mizerii.

Piję kawę w schronisku, na zmianę wyostrzam wzrok, raz na góry, raz na biały papierowy kubek. Projektuje jego wygląd w myślach i zastanawiam się czemu nikt nie pomyślał, by tą smaczną kawę ładnie opakować. I zdaję sobie sprawę jak idiotyczny sposób patrzenia sobie narzucam, doszukiwania się co jeszcze można poprawić, co można lepiej, czego brakuję. Gubię część radości. Przecież pije dobrą kawę w pięknym miejscu z bliską osobą i to wystarcza. Przypominały mi się słowa Antoine de Saint-Exupery:

"Perfekcję osiąga się nie wtedy, gdy nie można już nic więcej dodać, lecz wtedy, gdy nie ma czego odjąć"

Praktyczne podejście do rzeczy, okazuję się w tych warunkach właściwą i prostą sztuką. Wszystkie rzeczy, które ze sobą mam są potrzebne i niezbędne, nawet dostrzegam synonimiczność tych dwóch słów. Stara parka, kilka czarnych t-shirtów, wygodne buty, czuje się w tym zadziwiająco dobrze. Reszta to zbędny koszt i ciężar. Dlaczego tych założeń nie przenieść do codziennego życia?




1 komentarz:

  1. Przepiękne! Ja w te wakacje zakochałam się w górach i mam tyle szczytów do zdobycia więc kolejny nie zrobi mi różnicy. Dopisuję do magicznej listy.

    OdpowiedzUsuń